Historia Antykwariatu

Historia Antykwariatu

W 2015 roku, po obronie pracy inżynierskiej z Fizyki Technicznej(po kilku letnim opóźnieniu) Wyjechałem z bratem – Tomkiem do Kanady. Przez pierwsze 40 dni w spalonych rok wcześniej lasach, zbieraliśmy Smardze. Następnie za zarobione pieniądze + za te ze zrzutki, kupiliśmy 2 Canoe + prowiant. Dołączyła do nas wtedy dziewczyna Tomka – Marta i we trójkę spłynęliśmy rzeką Big Salmon River na Yukonie. Napędzała nas myśl o znalezieniu złota i opalikowaniu działki złotnonośnej. Słowem było to lato pełne prawdziwych przygód!

Jesień i zimę postanowiłem spędzić w stolicy Yukonu – Whitehorse. Znalazłem pracę w Mcdonaldzie (lol) i żyłem sobie już w miarę spokojnie następne 9 miesięcy. Od samotności ratowało mnie niesamowite miejsce – Multicultural Centre of the Yukon. Spędzałem tam godziny po pracy w oczekiwaniu na lekcje angielskiego. W ten sposób poznałem super ludzi z różnych zakątków świata. Prawdopodobnie te doświadczenia doprowadziły do powstania pomysłu, który pierwotnie zakładał sprzedawanie książek angielskich połączonych z miejscem gdzie można by było spędzić czas z interesującymi ludźmi.

W 2016 roku we wrześniu wróciłem do Polski i po czasie aklimatyzacji(chociaż nie wiem czy kiedyś się skończyła :p) znalazłem pracę w korpo. Wystarczyły mi 3 miesiące, żeby zrezygnować i zacząć wprowadzać mój plan w życie. Znalazłem inną pracę na część etatu i zacząłem się rozglądać za miejscem na sklep.

Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje marzenia, bo okazało się, że jedyny lokal na który mnie stać, to jest była klatka schodowa bez toalety o powierzchni 13 m^2. W tym miejscu mamy obecnie samoobsługowy outlet. Niemniej jednak postanowiłem się nie wycofywać. Znajomi bardzo mi pomogli w budowaniu półek z najtańszych materiałów, a Tomek zajął się szyldem.

Lokal otworzyłem w lipcu 2017 roku. Początkowo było bardzo ciekawie. Na przykład nie wiedziałem zupełnie co napisał Marquez, a wielokrotnie nie znałem nawet najbardziej znanych autorów takich jak Harper Lee. Do tej pory podziwiam takt i wyrozumiałość moich klientów z tamtego czasu. W pierwszej dostawie przyjechały 3 palety książek na których dominował Zmierzch oraz Danielle Steel. Na szczęście oprócz tego, było sporo chodliwych tytułów takich jak Gwiazd Naszych Wina. Po wrzuceniu kilku postów na facebook’a zorientowałem się, że odzew jest bardzo dobry, a ludzie reagują bardzo przychylnie. Otrzymywałem(i dalej otrzymuję) niezliczone ilości róznego rodzaju gestów wsparcia i pomocy. Wtedy też miałem dużo energii do rozwijania działalności, rozmawiania z ludźmi i tworzenia dobrego klimatu tego miejsca. Z persepektywy czasu widzę, że ten projekt był właściwie rozwinięty wspólnym wysiłkiem społeczności.

Po kilku miesiącach otworzyłem sklep internetowy. Stopniowo udało mi się też rozszerzyć gamę dostawców. Początkowo tylko o książki używane, później również o nowe. Miałem wielokrotnie niesamowite szczęście. Np kilka miesięcy po otwarciu skontaktowała się ze mną Liviana – osoba która wysyła mi do tej pory najlepsze książki używane z UK. Samemu nigdy bym jej nie znalazł i nie sądzę, żeby bez tych książek antykwariat się rozwinął.

Po drodze nie było dużo kamieni milowych. Covid był ciężkim czasem, kiedy na samym początku jeździłem na rowerze dowożąc ludziom książki. Później były limity osób, których nie mogliśmy w 100% przestrzegać ze względu na wielkość lokalu(inaczej musielibyśmy zamknąć biznes). Sytuację ratował do pewnego stopnia sklep internetowy. Niewątpliwie stresujący, ale ciekawy czas.  

Również Brexit wprowadził nam niemały galimatias, na szczęście stopniowo udało się rozwiązać większość problemów z tym związanych.

Wielokrotnie ograniczał mnie brak przestrzeni. W pewnym sensie tworzyło to jednak klimat. Dlatego miałem bardzo duże opory, żeby przenieść się do większego miejsca. Nie miałem też pieniędzy na taki ruch. W 2021 roku ktoś wrzucił info o naszym sklepie na Tiktoka. Szybko powstało wiele innych filmików co skutkowało bardzo dużym ruchem w wakacje. Właściwie pracować się nie dało, bo musiałem pilnować, żeby nie weszło na raz do sklepu za dużo osób. Wyobraźcie sobie, że pracujecie latami na sukces, a kiedy on nadchodzi, klienci się nie mieszczą haha.

Było to na tyle frustrujące, że kiedy zwolnił się lokal w okolicy, podjąłem decyzję o przenosinach. Zwłaszcza, że wreszcie nas było na to stać. Teraz właściwie nie wiem czemu, ale strasznie się bałem tych przenosin. Na szczęście wygrzebałem z siebie resztki odwagi. Po raz kolejny sytuację uratowali, znajomi, którzy w uproszczeniu zbudowali mi półki. Właściwie zbudowaliśmy razem koło 400 półek.

Finalnie, przenosiny okazały się sukcesem – poszerzyliśmy asortyment, podnieśliśmy lekko ceny, zbudowaliśmy regał wymiany książek, a w starym lokalu zrobiliśmy samoobsługowy outlet z książkami po 6 zł. Bardzo się ciesze z tego ruchu i mam mega szczęście mając takich przyjaciół.

Miałem też szczęście z pracownikami. W 2019 roku mogłem pojechać do brata do Kanady na 3 tygodni, bo pomagała mi Annika – pracownica która wprowadziła na pewien czas jeszcze więcej klimatu do tego miejsca, swoim poczuciem humoru.

W 2020 zaczęła pracować Natalia, która pomogła mi w tylu rzeczach, że nawet nie wiem od czego zacząć. Razem usprawniliśmy działanie sklepu, przeszliśmy przez Brexit i covid. Efekty jej pracy widzę do dziś i jestem bardzo wdzięczny za ten czas.

Ostatnio zatrudniam kilkoro studentów, najdłużej Pinę, która jest po prostu nieoceniona. 

Niemniej jednak, muszę powiedzieć, że wybranie odpowiednich ludzi do pracy to jest dla mnie zawsze duży problem i nie czuję się dobrze w tej roli. Uważam, że większość osób z młodego pokolenia, która była na dniach próbnych nie nadaje się do pracy albo ja nie nadaję się na ich szefa.

Jakie mam konkluzje? Często czuję, że chciałbym coś zmienić, jednocześnie ta praca dalej powoduje u mnie satysfakcję. Bardzo lubię, że mogę realizować własne pomysły nieskrępowany biurokrację. Męczy mnie, że jest to mega angażujące zajęcie, od którego nie da się wziąć kilku miesięcznej przerwy, żeby przeżyć jakąś przygodę. Jest to jednak dla mnie dużo lepsze, niż praca w jakimś korpo, z uczuciem bezsensu. Ciekawe jest też to, że na początku byłem mega kontaktowy i sprawiało mi wielką przyjemność rozmawianie z klientami. Ostatnio bywa z tym bardzo różnie. Zależy bardziej od dnia.

Co bym zrobił inaczej? Na pewno od początku sprzedawałbym książki o 20% drożej i za dodatkowe pieniądze szybciej przeniósł bym sklep do większego miejsca. Szybciej zatrudniłbym studentów i poświęciłbym tym sposobem więcej własnego czasu na rozwój sklepu. Na pewno, byłbym bardziej asertywny zwłaszcza w gestii rabatów i innych zniżek. Słowem, powinienem był bardziej cenić swój czas. Teraz staram się tak robić. Więcej ciężko powiedzieć. 

Jeszcze raz chciałem podziękować wszystkim osobom, które pomogły mi w tym przedsięwzięciu. Jest ich tyle, że nawet nie będę próbował ich wymieniać, zwłaszcza, że na pewno o kimś bym zapomniał.

Trzymajcie się wszyscy!

Paweł Woźniak